sobota, 22 listopada 2014

Rozdział dziewiąty

- Thea, kochanie, wszystko w porządku? - Zaniepokojony głos Warrena przerwał ciszę, która nagle zapadła po hałasie dobiegającym z kuchni.- Sprawdzę co się stało.
Harry zmartwiony podążył za kuzynem odczuwając ulgę gdy tylko znaleźli się w małym pomieszczeniu, dostrzegając iż z Thea'ą wszystko było w porządku. Jednakże była widocznie zdenerwowana faktem, że wypuściła z rąk roztrzaskane już w tym momencie porcelanowe naczynie.

- Nic mi nie jest skarbie. - Odpowiedziała na zadane wcześniej pytanie, odsłoniwszy usta, które wcześniej schowała pod drobnymi dłońmi. Jej twarz zastygła w wyrazie idealnie przedstawiającym szok.
- Tyle się dzieje, że z ledwością zauważyłam to mleko. Dopiero kiedy się odwróciłam aby sięgnąć po cukier ono... Spadło. Tak mi przykro, Harry, ja... Posprzątam. Powiedz mamie żeby się nie przejmowała. To moja wina. Po prostu...
- Na litość boską Thea! - przerwał, kiedy szok w głosie kobiety zmienił się w nerwowe poruszenie, jakby czekała na krzyki wyrażające dezaprobatę na jej niezdarność. - Są święta - kontynuował Harry- i nie ma żadnego problemu. Trzeba tylko posprzątać, nie martw się tym. Tylko uważaj na odłamki szkła. Wyskoczę szybko i dokupię trochę mleka. Co to by były za święta bez twoich sławnych sufletów?

Thea uśmiechnęła się delikatnie i ostrożnie omijając kawałki szkła oraz kałużę mleka, przygarnęła Harry'ego do uścisku, przypominając mu o ciepłym płaszczu, zanim wyjdzie na mroźnie powietrze.

Thea miała rację. Było okropnie zimno, ale chłopak szczelnie owinięty w ulubiony prochowiec, nie zwracał zbytniej uwagi na płatki śniegu, które leniwie oprószały, co jakiś czas sadowiąc się na materiale jego okrycia. Stopy przyozdobione nowymi, lśniącymi od nowości butami nadal zachowywały ciepło jego stóp, tym samym stanowiąc idealne połączenie z grubymi skarpetami, które nosił od rana.

- Dzień dobry Haroldzie! - Obrócił się na ośnieżonym bruku, wychwyciwszy swoje pełne imię, by po chwili przywitać znajomego mężczyznę.

- Ach, pan Wilson! Chłodno dzisiaj, nieprawdaż?
- Okropnie. Jednak na moje szczęście Edna była tak uprzejma i zrobiła mi ten wspaniały szal. - Pogładził dłonią skrawek wystającego spod jego kurtki dzierganego szala. -  Bez niego bym zamarzł! Wesołych świąt chłopcze! - Dodał Wilson z delikatnym uśmiechem na twarzy i policzkami zaróżowionymi od zimna.
- Nawzajem proszę pana.
Pan Wilson był najlepszym szewcem w mieście. Styles’owie polegali na nim, kiedy co roku potrzebne były nowe pary butów. Dopiero w tym momencie do Harry'ego dotarło, że powinien podziękować za zrobienie dla niego tej wspaniałej pary, którą został dziś obdarowany.

Jego żona, Edna, była wyjątkową krawcową. Pracowała w domu. Sprzedawała szaliki, czapki, rękawice, skarpetki i okazjonalnie sukienki na specjalne uroczystości.
Miała dwoje dzieci Edwarda i Lucillę. Słodkie dzieciaki, w każde urodziny Harry zawsze prezentował im najlepsze słodycze jakie udawało mu się zdobyć.

Smakołyki zazwyczaj pochodziły z cukierni pana Browna znajdującej się na rogu XXII ulicy. Kiedy spoglądał na zielony budynek ze zdobiącym go starym szyldem Słodkości u Browna, nachodziła go myśl że jest kilka kroków od słodkiego świata, w którym jest wszystko co tylko sobie można wymarzyć.
Cukiernia miała zwyczaj przenosić Harry'ego myślami z powrotem do wczesnego dzieciństwa, kiedy błagał mamę by mógł jej towarzyszyć w drodze na XXIV ulicę, gdzie zwykle kupowała produkty potrzebne do przygotowania kolacji.

Harry starał się wtedy zachowywać najlepiej jak potrafił. Kiedy mijali pasmanterię witał się z żoną starego właściciela, panią Wandermeyer, za którą nigdy nie przepadał, a już w szczególności jako maluch.
Nigdy nie ciągnął mamy za spódnicę, kiedy zatrzymywała się by porozmawiać z żoną właściciela sklepu spożywczego, panią O'Malley.
Jeśli Harry zachowywał się wzorowo przez całą drogę, jego mama obładowana świeżymi warzywami i mięsem wychodziła ze sklepu i posyłała swojemu najmłodszemu dziecku sugestywne spojrzenie. Harry znał je doskonale. Z niewielkim skinięciem głową szedł za nią w stronę XXII ulicy. Wiedziała, że jedynym powodem, dla którego mały Harry uprzejmie przywitał się z panią Wandermeyer są właśnie pyszności ze Słodkości u Browna. Gdy w końcu wchodzili do cukierni, Harry'emu zdawało się, że śni. Rzędy tęczowych lizaków, cukrowych dropsów i tabliczek pysznej czekolady owiniętej w szeleszczące, błyszczące folie. Wszystko zdawało się czekać na jego przybycie. Harry biegł do ciemnej drewnianej półki, na której w schludnym szeregu ułożono pianki. Każda z nich wyglądała miękko jak puchata poduszka i Harry zawsze wyobrażał sobie, że smakowały o wiele lepiej niż się prezentowały. W zamyśleniu pocierał małymi palcami podbródek, skanując wzrokiem każdą leżącą przed nim słodycz, zanim porwał jedną z półki. Zawsze wybierał tę, która wydawała mu się najbardziej puszysta.
- Skarbie, nie zapomnij o siostrze. - przypominała Annie. Wtedy też chłopiec zawracał i wybierał coś dla Gemmy.

Cała scena rozegrała się w głowie Harry'ego jak film, kiedy przechodził obok cukierni. Jednakże czasy jej świetności dawno przeminęły. Sklep stracił klientów po śmierci pana Browna, gdy jego syn przejął interes.

Droga do głównej ulicy handlowej minęła chłopakowi nadzwyczaj krótko. Kiedy Harry pojawił się na miejscu zdziwiło go, że mimo świąt panował tam nadzwyczajny gwar. Zebrali się handlarze z całego miasta i wyprzedawali swoje najlepsze towary tym, którzy jeszcze mogli sobie na nie pozwolić.

Harry szedł wśród zgiełku do mleczarni pana Powella. Kolorowe płaszcze i odświętne spodnie zabawnie kontrastowały z twarzami bez wyrazu, wszechobecną szarością miasta i bielą śniegu.

- Harry, mój chłopcze! - Zawołał Powell, uradowany jego wizytą, co przypieczętował szerokim uśmiechem, który niemalże znał idealnie. - Co sprowadza cię do miasta w Wigilię?
- Wydaje mi się że mógłbym zapytać pana o to samo. - Harry wyszczerzył zęby w krzywym uśmiechu. Nie potrafił uśmiechnąć się całkowicie, gdyż uniemożliwiały mi to zziębnięte policzki. - Thea robi suflet i gdybym mógł dostać trochę mleka, byłbym chyba bardziej niż szczęśliwy.
- Ach, Thea znów panikuje? - Zachichotał, poprawiając czapkę tym samym chroniąc ją przed upadkiem. - Cudowna kobieta, a do tego świetna kucharka. Będzie dziś gotować świąteczną kolację?
Harry skinął głową, potwierdzając przekonania mleczarza - Prawie zabarykadowała się w kuchni. Odkąd Warren wrócił do domu każdego dnia wymyśla nowe dania specjalnie dla niego. - Uśmiechnął się lekko, obserwując jak płatki śniegu delikatnie opadają na jego nowe buty.

Wszyscy znali Warrena i Thea'ę. Ich ślub pięć lat temu był wydarzeniem roku i niemal każdy w mieście podarował nowożeńcom jakiś upominek oraz złożył życzenia na szczęśliwą przyszłość. Od tamtego czasu parę znali wszyscy. Warrena za wesoły uśmiech, wielkie serce i chęć pomocy staruszkom obładowanym ciężkimi zakupami. Z kolei Thea była uważana za drobną i delikatną niczym puch wirujący na wietrze. W jednej chwili pomagała staremu panu McIntire pozbierać rozsypane kwiaty w kwiaciarni, a kilka sekund później dotrzymywała towarzystwa bliźniętom Johnson, kiedy ich matka pracowała. Huntington nie tylko ich znało ale i kochało.
- Ach Warren, no tak, jak się ma? Wypoczął trochę? – Zapytał z lekkim niepokojem w ciepłym spojrzeniu
- Czuje się świetnie, wrócił do pracy. - Uśmiechnął się chłopak. - Z powrotem w siodle.
- To wspaniale. - Zwrócił się w stronę wejścia do sklepu nie większego niż sypialnia Harry'ego. - Tworzą fantastyczną parę, nie uważasz? - Uśmiechnął się nie czekając na odpowiedź. - A ty chłopcze, nie znalazłeś jeszcze wybranki serca? - Dopytywał unosząc krzaczaste brwi.
Na usta Harry'ego wpłynął lekki uśmiech ukazujący po trosze jego dumę.
- Uh...- Krótko wzruszył ramionami. - Cóż, ja...
- Widziałem cię z drobną panienką na parkiecie podczas świętowania powrotu chłopców. - Pan Powell poklepał go po ramieniu z szerokim oraz jednoznacznym uśmiechem. - Zuch! - Pochwalił go, jednocześnie kierując się na zaplecze.
- Dziękuje panu, ale ona nie jest moją dziewczyną, jak na razie.
- Jeszcze nie? Więc już niedługo Harry. - stwierdził, kiwając palcem. - Założę się o dwanaście szylingów.

Harry mógł jedynie pokiwać głową zawstydzony. Obaj zrezygnowali z prowadzenia dalszej rozmowy, ponieważ Harry musiał wracać do domu, żeby Thea mogła zacząć pracę nad swoimi sławnymi sufletami. Z gorącym podziękowaniem wyszedł ze sklepu i ruszył brukowanym chodnikiem, spoglądając w górę by więcej śnieżynek opadło na jego zaróżowione policzki.
Żeby uniknąć całkowicie zatłoczonej trasy, jaką doszedł do mleczarni, zdecydował się pójść okrężną drogą, kierując się w lewo na skrzyżowaniu za piekarnią pana Eddingtona przy czarnej latarni ulicznej.

Dodatkowo oprócz mleka kupił kawałek najlepszego sera, licząc że przypadnie jego rodzinie do gustu. Przypominając sobie o kończącym zapasie chleba, wstąpił również i do piekarni po swój ulubiony wiejski bochenek, wyobrażając sobie jak świetnie będzie smakował z serem. Wchodząc bo sklepu przez czerwone, drewniane drzwi uśmiechnął się słysząc pobrzękiwanie świątecznych dzwoneczków zawieszonych na framudze.
- Wesołych świąt! - zawołał wykrzywiając usta w uprzejmym uśmiechu, który znał każdy w tym mieście. To był specjalny uśmiech ukazujący pozornie pozytywne nastawienie chłopaka, zawsze wszystkich przekonywał - Jestem w tym dobry. - Dodał cicho, tak by tylko on mógł to usłyszeć.

6 komentarzy:

  1. To ff jest najwspanialszym ff w moim życiu, dziękuję, że je tłumaczysz!!!\
    @RusherMuffin

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział :D Czekam na następny!

    I znów pragnę podziękować za szybkie tłumaczenie rozdziałów.

    W czasie gdy Harry wspominał swoje dzieciństwo mi znów zrobiło się przykro z powodu Lou. Biedny :(

    OdpowiedzUsuń
  3. awww jaki uroczy rozdział ! ♥ śliczny i na razie najbardziej mi się podoba, Dziękuję że chce ci się tłumaczyć to ff, kochana jesteś

    OdpowiedzUsuń
  4. Aww taki słodki rozdział. Harry jest naprawdę uroczy, nie mogę się doczekać ponownego spotkania chłopców.
    To ff jest fantastyczne i jak osoby powyżej, bardzo chcę podziękować, ze je tłumaczysz :)
    Pozdrawiam .xx
    @_youremyheaven_

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie że tłumaczysz i doceniamy to jednak super by było gdybyś dodawała częściej rozdziały, albo przynajmniej regularnie :((
    cudowne ff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym miała betę to na pewno rozdziały pojawiałyby się częściej, ale nie mam więc jest jak jest

      Usuń