piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział dziesiąty

Kolory i kształty wypełniły umysł Louisa, każde z nich wyzwalało ból i kolejne wspomnienia. Wydawało mu się, że może je zablokować, uciekając od nich. Ale i tak wracały, łapały go w swoje sidła nawet w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach. Nie pozwalały mu wołać o pomoc, ograniczały go.

Nie umiał czuć niczego oprócz zimna, które przeszywało jego ciało do kości niczym sopel i zmieniało jego skórę z bladoróżowej  do odcienia krwistej czerwieni.

- P-o - tylko tyle zdołał z siebie wykrzesać. Jego usta nie były zdolne wykonać jakiegokolwiek ruchu, były na wpół rozchylone , zamarznięte do tego stopnia że nie było nawet mowy o otwarciu ich,  pojedyncze płatki śniegu wpadały do ich wnętrza i rozpuszczały się na języku.
- Po.. - zaskrzeczał znowu. Mimo nieludzkiego wysiłku, nie mógł wydobyć z siebie dźwięku  litery "m".

W momencie, w którym uświadomił sobie, że nikt nie przyjdzie na ratunek dotarło do niego, że nie chce pomocy. Jeśli wyniósł cokolwiek z czasu kiedy był na froncie, to fakt że był silnym, niezależnym mężczyzną, na którego nikt nie zwracał najmniejszej uwagi. Jego rodzina nie wierzyła, że tak właśnie jest, nie mieli kiedy zobaczyć jego prawdziwej wartości przez czas jaki z nimi spędził zanim zniknęli z jego życia. Louis wiedział, że na wszystko ma odpowiedni czas i miejsce.

Na wojnę nie idzie się z przeświadczeniem o wygranej. Na pewno nie trafia się tam z przekonaniem, że zawiedzie się swój kraj. Żołnierz znajdujący się na froncie ma uniesioną głowę, dumny ze wszystkiego za co walczy, wierzy w wyjście z każdego konfliktu, że jego wysiłki zostaną wynagrodzone w sposób, który może nie będzie zauważalny, ale wyczuwalny.

Duma jaką odczuwał Louis walczyła ze wszystkimi negatywnymi siłami przepływającymi przez niego i zapewniała mu nadzieję. Być może wejście  z wysoko uniesioną głową w mrok znajdujący się za linią życia przy której teraz stał z determinacją niezłomnego żołnierza, przyniesie ukojenie, kiedy śmierć postanowi go zabrać. Dlatego właśnie był w stanie bez wysiłku wygiąć usta w uśmiechu ignorując mróz, kiedy zamykał oczy po raz kolejny tego dnia.

________________________________
Dobry wieczór!
Przepraszam, że ostatni rozdział pojawił się jakieś 3 tygodnie temu, ale nie znalazłam żadnej bety. Poza tym komentarzy pod postami jest niewiele i naprawdę nie śpieszy mi się z dodawaniem, skoro i tak nikt tego nie czyta. Przepraszam jeszcze raz x