Louis narzuciwszy na siebie płaszcz, zapiął guziki jeden po drugim trzęsącymi się palcami, walcząc ze łzami cisnącymi mu się do oczu. Wiedział, że nie powinien zostawać w pustym domu ani chwili dłużej, jeśli chciał zachować resztki zdrowia psychicznego, których tak kurczowo się trzymał.
Nie należysz już do tego miejsca, Louis. Głosik z tyłu głowy dokuczał mu, kiedy wkładał zziębnięte stopy w swoje szare buty. Odeszli lata temu, dlaczego wydaje ci się, że wrócą?
-Muszę się stąd wydostać - mruknął sam do siebie, okrywając dłonie czarnymi rękawicami. Zatrzasnął za sobą skrzypiące, drewniane drzwi, w pośpiechu potykając się na nierównym bruku.
Obraz jego samego wpłynął do jego umysłu. Biegł, jakby gonił dwie blondwłose główki bliźniaczek, ubranych w fioletowo-różowe płaszczyki. Niemal słyszał śmiech i chichoty brzdąców, odrobinę głośniejsze niż dźwięk dzwoneczków komponujących się z biciem jego serca.
Zatrzymując się przy ulicznej latarni stojącej przy chodniku, słyszał matkę wołającą ojca wracającego z pracy. Zmęczonego, szurającego stopami po podłożu, z cieniem uśmiechu na ustach.
-Wejdź do środka kochany, przeziębisz się jeśli będziesz stał na tym zimnie. - Zawsze to mówiła, stojąc w otwartych drzwiach. Sprawiała że kroki ojca stawały się szybsze, by jak najszybciej powitać rodzinę.
Po prostu biegnij - zachęcał go głos - rozpamiętywanie wszystkiego nie ma sensu, wszyscy już na zawsze zostaną jedynie wspomnieniem.
Wypuścił drżący oddech, zwiększając tempo z jakim jego stopy uderzały o podłoże, kiedy usłyszał delikatny głos Lottie, wirujący z gracją w powietrzu. Czuł się jakby nasłuchiwał jej słów, znajdując się pod wodą. Zdania płynnie wydobywały się z jej ust, lśniących kolorem szminki, którą zazwyczaj podkradała matce. Brzmiały one jakby dziewczyna była na powierzchni oceanu, kiedy on tonął coraz bardziej w rozległej głębi.
Louis błagał, by wspomnienia uleciały z jego głowy. By uciekły, wypłynęły z jego ciała, by zamarzły i zgasły na mroźnym, grudniowym powietrzu. Albo może, tylko może, to on, a nie wspomnienia, musiał zniknąć.
Oddychając ciężko, pędził w stronę gwaru głównej ulicy. Obłoczki pary wydobywały się z jego ust przy każdym wydechu, otaczając jego twarz ze wszystkich stron. Zatrzymał się na obrzeżu dzielnicy handlowej, opierając ciężar ciała na ulicznej latarni. Szkło było zasnute pajęczynami i udekorowane jemiołą zawieszoną na szczycie klosza. Nie widział celu, dla którego miałby kontynuować bieg.
Louis Tomlinson położył się w głębokiej zaspie śniegu, stając się niewidocznym w świetle latarni, kiedy wspomnienia pochłaniały ostatnie iskierki jego szczęścia.
Piękne kochanie, ale czemu takie krótkie? :( Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! Xx.
OdpowiedzUsuńświetny rozdział i czekam na następny xx/ @luvmylarry_x
OdpowiedzUsuńTak bardzo szkoda mi teraz Lou. Chciałabym go teraz przytulić i powiedzieć, że to tylko najgorszy sen w jego życiu.
OdpowiedzUsuńDziękuję za szybkość i chęć tłumaczenia rozdziałów dla kogoś tak poszkodowanego przez miejscową oświatę jak ja. xx
@xCHERoine
Hej! Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było, ale już wczoraj nadrobiłam ((a nadrabiałam o 1:30 w nocy haha)). Uwielbiam twoje opisy, są>>>>>>>
OdpowiedzUsuńSmutno się zrobiło. Mam nadzieję, że już wkrótce pojawi się nowy rozdział, pozdrawiam. x
http://she-is-different.blogspot.com/
@k0ralik
Przepraszam, że dopiero teraz ale cóż.. szkoła ;(
OdpowiedzUsuńJest mi bardzo szkoda Lou. Rany.. to co przeżywa jest okropne. Nie mogę się doczekać momentu gdy Harry wniesie uśmiech na jego twarz <3 ( mam taką nadzieję ;d )
Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział.
Pozdrawiam .xx
@_youremyheaven_
szkoda że rozdziały są tak krótkie :c
OdpowiedzUsuńkróciutkie :< ale i tak świetne. czytam, ale czasami zapominam o komentowaniu xd
OdpowiedzUsuńja chcę, żeby oni w końcu się spotkali ;_;