piątek, 10 października 2014

Rozdział trzeci

Harry nie tak wyobrażał sobie honorową uroczystość z okazji powitania żołnierzy. Miasteczko zazwyczaj ponure, pozbawione kolorów, niemal jak uchwycone na czarno-białym filmie, teraz zdawało się tryskać energią i...życiem.
            - Tym razem na prawdę się popisali - usłyszał ciemnowłosego mężczyznę z ciężko rozpoznawalnym akcentem, kiedy przepychał się przez tłum. Małe papierowe lampiony, rozwieszone schludnie na linach ciągnących się w obrębie brukowanego placu przyjemnie rozświetlały mrok. W mieście panował ożywiony zgiełk, zewsząd słychać było bezsensowną paplaninę. Królowała muzyka, a przede wszystkim taniec. Pary napędzane miłością z pasją  wirowały na ledwie widocznie oznaczonym parkiecie. Przypominało to plątaninę rąk, nóg. Ciała kołysały się w rytm dumnie brzmiącego saksofonu. W miejscu, w którym zebrali się starsi mieszkańcy huczało od prywatnych rozmów, które w gruncie rzeczy nie były zbyt prywatne.
            - Za trzy lata nasze wnuczki będą wyglądały i tańczyły jak oni - prychnęła jedna ze staruszek. Spojrzała buntowniczo w stronę morza panien w spódniczkach do kolan i krótkich falowanych fryzurach.
            - I ta niedorzeczna muzyka...to skandal - wybuchła inna z jawną odrazą w głosie, skierowaną w stronę rozszalałego tłumu. Harry zignorował te uwagi. Wiedział że i tak nie odniosą żadnych rezultatów. Nie miał nic przeciwko optymistycznej muzyce i szalonym tanecznym ruchom. "Może to przez nowe pokolenie" - pomyślał. "Może powinniśmy coś zmienić". Akurat kiedy dał się ponieść muzyce trzymając w prawej ręce butelkę wody gazowanej, lewą ujmując dłoń swojej siostry, dźwięki muzyki ucichły.

Ludzie wyrażali swoją dezaprobatę cichymi pomrukami, które ucichły, kiedy głośnie fanfary przebiły wieczorne powietrze. Nadszedł czas żeby obejrzeć finałowy marsz żołnierzy wzdłuż głównej ulicy. Krzepcy mężczyźni, wyraźnie obolali i wycieńczeni rozsiewali wątpliwy aromat whisky, rumu i zapach, którego Harry nie potrafił zidentyfikować. Uśmiech wpłynął na jego usta, kiedy zauważył dumne mrugnięcie jakie posłał mu Warren w takcie marszu. Wyglądał dostojnie z wyprostowanymi plecami, podnosząc wysoko kolana z twarzą niemal bez wyrazu. Biorąc spory łyk gazowanej wody, zaczął przepychać się przez tłum. Jego szczupła sylwetka pozwoliła mu się swobodnie przemykać  między ludźmi. Wszelkie dźwięki  ucichły kiedy grzmiący głos niemal zatrząsł mroźnym powietrzem.
            - Dziękuję wam wszystkim że przybycie - odezwał się niski głos, nie należący do nikogo innego niż do Clinta Humphreya. Mężczyzna był szeroki tak, jak wysoki, jednak zawsze ubrany formalnie i sztywno. Nosił drogi płaszcz, buty w których można by się przejrzeć oraz wypolerowaną na błysk, drewnianą laskę, którą delikatnie trzymał w grubych palcach. Humphrey był burmistrzem miasta i obejmował rolę gospodarza na miejskich uroczystościach. Harry słuchał zainteresowany.
            - Nie martwcie się, nie zostanę długo - oznajmił swoim grubym, skrzekliwym głosem, który wszyscy mieszkańcy nauczyli się już kochać (lub przynajmniej tolerować).
- Jedynym, co chcę dziś powiedzieć jest... - zrobił pauzę, by zmienić pozycję na bardziej dumną i wyniosłą. Odchrząknął, czyszcząc gardło zanim odezwał się po raz kolejny - Witamy w domu panowie! - gwałtownie uniósł nad głowę kieliszek z szampanem. Tłum wybuchł  okrzykami  ulgi, ale przede wszystkim radości i zadowolenia z faktu, że dwunastu mężczyzn z Huntingdon, wyruszyło by walczyć w imię ojczyzny i dwunastu wróciło z powrotem do domu. Oczywiście przywieźli ze sobą  siniaki, zadrapania i głębsze rany, ale wszyscy przeżyli i tylko to się teraz liczyło.

Tuzin mężczyzn stał ze stanowczością, wymuszającą respekt, którym mimowolnie obdarzali ich gapie. Pośród oklasków, gwizdów i uroczystych brzęków kieliszków oraz szklanek wypełnionych po brzegi whisky, czas wydawał się zwolnić. Harry poczuł się jak w dzieciństwie, kiedy był chory, a zatkane uszy sprawiały, że słyszał wszystko tak jakby znajdował się pod wodą. Zgiełk zdawał się wyciszony do głuchego buczenia, a wzrok Harry'ego się wyostrzył. Kiedy przeszukiwał dumnie stojący szyk dwunastu, by dotrzeć do Warrena zauważył inną twarz, którą natychmiast rozpoznał. Tknięty nieznanym przeczuciem, wsunął rękę do kieszeni płaszcza opuszkami śledząc kontur broszki, która od niedawna należała do niego. Jaskółka tańczyła i biła skrzydłami, paliła się by uciec z fabrycznej otchłani. Broszkę, tak jak jego palce, ogarną głęboki chłód grudniowej nocy. Zdecydował się schować rękę z powrotem do kieszeni, robiąc to samo z drugą. Złapał przelotnie spojrzenie nieznajomego, kiedy ten obrócił się pięcie. Choć czy aby na pewno nieznajomy? Harry nawiązał kontakt wzrokowy z  drobnym  mężczyzną. Widział go dziś rano, to on podarował mu broszkę. Jego oczy? Niebieskie. Nie do końca niebieskie, ale... niebieskie. Chwila, to przecież nie miało znaczenia, prawda? Bo nie powinno mieć znaczenia. A jednak. Jego oczy były niebieskie i to miało znaczenie, ponieważ były niebieskie jak żadne inne. Iskierki zieleni zdawały się utrzymywać idealnie okrągłe źrenice na swoim miejscu, otoczone przez mieszankę szmaragdu, złota i  błękitu. Konkretniej ciepłego odcienia zimnego błękitu, o ile to określenie ma jakikolwiek sens. Ale podobnie jak u Warrena para tych pięknych oczu wydawała się matowa, przesłonięta mgłą cierpienia. Jakby mężczyzna widział rzeczy, których nikt nie powinien widzieć. Jakby targały nim uczucia jakich nikt nie powinien czuć. Ale nie miało to żadnego znaczenia, przez ten krótki moment kiedy ich oczy się spotkały. Odległość ledwie stu metrów i mniej niż sekunda kontaktu wzrokowego pomiędzy dwojgiem ludzi może zmienić życie.
Nawet po czasie nie dłuższym niż pół sekundy, kiedy oczy nieznajomego wróciły do ponownego lustrowania tłumu, Harry stał nie mogąc złapać tchu. Nie był pewien czy najbliższe  tornado przypadkiem nie utorowało sobie drogi przez jego wnętrzności. Mroźne nocne powietrze nie wydawało się już tak mroźne, kiedy jego serce przyśpieszyło.

__________________________________________________
Chciałabym zobaczyć pod tym rozdziałem 20 komentarzy! 
Postarajcie się miśki, kocham Was x

8 komentarzy:

  1. Cudowny, jak zawsze kochanie ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że rozdziały pojawiają się tak szybko, a to się ceni, skarbie!
    To ff zapowiada się bardzo, bardzo dobrze, więc dziękuję, że wzięłaś się za jego tłumaczenie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuję, że akcja zaczyna się rozkręcać :3 Co jeszcze bardziej podbija moją ciekawość w związku z tym, co będzie się działo dalej :D
    Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam ciepło..
    @HelloPainn ~

    OdpowiedzUsuń
  4. Awwww nie mogę się doczekać następnych rozdziałów, piękne! *O* ~ @troloveforever

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż trochę nie wiem co napisać ... To ff jest naprawdę inne niż te które czytałam do tej pory. ŚLICZNE ! I takie jakby to nazwać "delikatne" naprawdę mi się podoba ♥ i niw mogę się doczekać kolejnego rozdziału
    @shipbulshit

    OdpowiedzUsuń
  6. kurcze chciała bym żeby ze sobą już rozmawiali i coś *o* strasznie nie mogę się tego doczekać . Rozdział świetny tak jak i poprzednie :) @life_in_dreams

    OdpowiedzUsuń